27 lutego 2013

ajm hewin sacza gud tajm, ajm hewin a bol

Bardzo lubię pisać. Szkoda, że nie mam o czym. Czasu, jak wspominałam, mam najwięcej na świecie i na ogół go trwonię robiąc niewiemco, a przede wszystkim byleco. Jednakowoż czasami, z powodu irytacji, przerywam tę rutynę. Niesiona wówczas na chmurce pomysłów wątpliwej jakości wybywam z domu ku przygodzie. I tak oto zeszłą noc spędziłam w domu Pana Iksa. Hej przygodo! Szalona chmurka, gdzież ona mnie zaniosła. Oczywiście nie powinno się to (znowu) zdarzyć, ale co poradzę (wiem, coś bym pewnie mogła). Panicz Iks jest przyjacielem, jest też płci przeciwnej i do zbliżeń dochodzić pod żadnym pozorem nigdy przenigdy ojeju nie powinno. Lecz masz babo placek.

Otrząśnięta z wyrzutów sumienia, które tym razem nie były o dziwo aż tak duże, prosto z jeszcze ciepłego miejsca zbrodni udałam się do Pani Eski. Nocny epizod przemilczałam (może jednak wyrzuty były większe, niż myślałam). Robiłyśmy sobie maseczki na twarz, jak psiapsiółki w serialach. Nieźle się nimi uwaliłyśmy, ale za to gładkość mordeczek pierwsza klasa.

Anyway. Say hello to my little friend, Pani Elka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz