Tak, teraz już wszyscy wiedzą, nie tylko sąsiedzi. Ale w rury z tego powodu nie walą, więc może nie jest aż tak tragicznie z tym śpiewaniem. Fakt jest taki, że poza mury tego domu z nim nie wychodzę. Zostawiam go tutaj, mam nadzieję, że jest domatorem i nie jest samotny. Ja jednak za nim tęsknię i czasem bym go ze sobą zabrała, ale wstyd i wrodzona zdolność do palenia cegły mnie paraliżuje. Dlaczego ja gadam takie bzdety.
Anyway. Założyłam tego bloga głównie dlatego, bo długo i dużo myślałam (bo mam na to wuchtę czasu), i doszłam do wniosku, że może być to całkiem skuteczny sposób na wyzbycie się wszystkich myśli, które konsekwentnie sprawiają, że mój ulubiony strój to piżama, a łóżko jest najlepszym klubem na świecie. Innymi słowy, owe myśli powodują, że nic mi się nie chce i nic nie robię. Mówiąc „nic” mam na myśli NIC. Skończyłam studia ponad rok temu, znowu szukam pracy, miłości, inspirujących mnie ludzi, ciągle czekam na ten moment, kiedy w końcu wyprowadzę się z domu rodziców. Taaa.. Zamiast działać, trzymam się starych bezpiecznych gruntów, garsteczki znajomych, exa, no i maminej spódnicy. Najchętniej zamieszkałabym na drzewie, ale trochę zimno, żeby nie powiedzieć piździ.
Zatem są dni, gdy męczę się nie tylko ze swoimi negatywnymi myślami, ale także z opinią innych. „W twoim wieku powinnaś już być tym, tamtym, owamtym i mieć to i tamto, a w szczególności siamto!” Oczywiście, nikt nie mówi tego wprost – chociaż babcia jest całkiem blisko – ale chyba wszyscy wiemy, jak jest, a przynajmniej wie to ta część, co podziela mój los. No właśnie, a propos dzielenia losu.. Gdy tak sobie patrzę na te radosne paszcze na super fejsie, to mam wrażenie, że wszyscy mają lepiej, mają to wielkie szczęście, tę cudną miłość, to wielkie grono oddanych przyjaciół, ale ile z tego jest prawdą? Może to jest ta słynna Gówno Prawda? Tak czy srak… Chciałam się tylko przywitać, ale jak widać dałam już namiastkę tematyki, jaka chyba będzie tu przeważać, mam jednak wielką nadzieję, że to nie będzie tylko wielkie narzekanie. Postanowiłam bowiem rozpocząć walkę z losem, który obecnie na mnie spadł, niczym mój talent wokalny. Bo ponoć, gdy robimy coś konsekwentnie, to w końcu osiągamy swój cel. Należy tylko chcieć i ów cel znać. Brakuje mi jednego i drugiego.
Właśnie śpiewam sobie "Thinking about you" nie myśląc o nikim, tylko o tym, że czasem nawet nieźle brzmię. I nie, nie siedzę w toalecie, zalogowałam się w mojej ulubionej bazie pod kołderką. Przestarzały lapek się zagotował z tych emocji, lepiej kończę. Pozdrawiam.